08.2023

Sprawa Hotelu Polskiego
Dokumenty tożsamości państw neutralnych
Na przełomie 1941/1942 dwie organizacje żydowskie ze Szwajcarii w porozumieniu z polskimi dyplomatami z Grupy Ładosia opracowały plan załatwiania dla Żydów w Generalnym Gubernatorstwie paszportów państw południowoamerykańskich. Ponieważ Żydzi będący obywatelami państw, z którymi Niemcy nie były w stanie wojny, nie podlegali wszystkim zarządzeniom władz okupacyjnych (jak np. zakaz opuszczania gett, przymus pracy), a ponadto odbywały się już wymiany posiadaczy takich dokumentów na jeńców niemieckich internowanych przez aliantów w Palestynie, upatrywano w tym szansę ratunku. Dzięki tej akcji udało się zdobyć paszporty Paragwaju, Hondurasu, Kostaryki, Gwatemali, Haiti, Salwadoru, Peru, Boliwii, Ekwadoru, Nikaragui, Panamy, Urugwaju i Wenezueli, które wysyłano następnie do Generalnego Gubernatorstwa.
Adina Blady-Szwajgier, która odprowadziła do Hotelu swojego męża, Stefana Szpigielmana, tak opisała wizytę przy ul. Długiej 29:
[A. Blady-Szwajger, I więcej nic nie pamiętam, Warszawa 2010, s. 220„Kiedy wyszliśmy z tej portierni do hallu, było tak jak we śnie albo surrealistycznym filmie. Bo wszędzie byli Żydzi. Bez opasek. Poruszający się swobodnie. To byli bogaci Żydzi. Ten wyjazd dużo kosztował. Papiery przysłane ludziom, których spopielałe kości użyźniały ziemię w Treblince, gestapo odsprzedawało drogo. Była to kosztowna śmierć. Tylko przedtem za te pieniądze otrzymywało się 2-4 dni złudzenia. Może to też coś warte?”
Hotel Polski in Warsaw (29 Długa Street)
Sprawa „papierów” ruszyła w połowie kwietnia. Beniamin Horowitz wspominał, jak w przededniu wybuchu powstania „Wypuszczeni zostają Żydzi, którzy zaopatrzyli się w cudzoziemskie paszporty, do Hotelu Polskiego”. [13;218. Także: 6;23] Ich transport – niespełna siedemdziesięcioro Żydów – ruszył 18 maja 1943 r. do Vittel. Takie wydarzenie – gdy dzień w dzień setki ludzi traciło życie w płonącym getcie – musiało spowodować, że po całej Warszawie błyskawicznie zaczęto rozpowszechniać informacje o szansach przeżycia. Donoszono wpierw o Hotelu Royal przy ulicy Chmielnej 31. Przebywali tam ci, których stać było na „emigracyjne dokumenty”. Szybko okazało się jednak, jak wielu było chętnych zdobyć takie „papiery”. Dotychczasowe miejsce „internowania” zamieniono na znacznie większy „Hotel Polski” przy ulicy Długiej 29.
Dla ocalałych Żydów to miejsce było jak cud
To był paradoks. W okupowanej Warszawie deklaracja „jestem Żydem” oznaczała wyrok śmierci. Ale w bramie Hotelu Polskiego stawała się przepustką do wolności. Tak się przynajmniej wydawało.